Zachęcam do wypełniania ankiet, które pojawiają się na dole. Dziękuję.

Feminizm

zaduma eleny feminizmTak jestem kobietą - kobietą świadomą. Ale czy jestem feministką? Absolutnie nie. Na przestrzeni ostatnich lat emancypacja kobiet mocno wpłynęła na nasze życie. Chodzi tu przede wszystkim o rolę, jaką wówczas odgrywa kobieta. Tak - jest niezależna, może kształcić się, rozwijać zawodowo, innymi słowami ma praktycznie takie prawa, jak mężczyzna. Zawsze wydawało mi się, że po prostu jest dobrze. W niczym nie jestem ograniczana. Robię to, co lubię. Jednak ciągle słyszę o manifestacjach, na których wzywa się o równe prawa dla kobiet. Czego konkretnie dzisiaj bronią? Zauważmy, że nurtów feminizmu jest wiele i nie wszystkie ich cele pokrywają się ze sobą. Feministki chcą, aby ich ideologia stała się przede wszystkim praktyczna politycznie. Kładą nacisk na zjawisko przemocy wobec kobiet, co jest ostatnio bardzo mocno nagłaśniane w telewizji. Swoją drogą zawsze zastanawiało mnie, gdzie są panowie, którzy doznają przemocy od swoich partnerek? Szczerze mówiąc paradoksalnie częściej słyszę o tym drugim przypadku. Pragnę podkreślić, że przecież można być przeciwnym np. takiej agresji (tak jak ja), nie będąc feministką! Tak, można mieć wspólne niektóre przekonania. Kobieto... zanim powiesz, że jesteś feministką, sprawdź, co to w ogóle jest, czy zgadzasz się ze wszystkim, co ta ideologia głosi.

Bardzo ważna dla feministek jest dopuszczalność aborcji, homoseksualizmu, zmiany płci, pornografii i wiele więcej. Domagają się równego traktowania w pracy, zarobków odpowiadających męskim itp. https://pl.wikipedia.org/wiki/Feminizm
zaduma eleny feminizm
Swoją drogą, skoro panie chcą pracować jak mężczyźni, może niech od razu wybiorą się na budowę? Gdybyśmy my - kobiety na prawdę były na równi z mężczyznami, nie miałybyśmy ulg w żadnej sferze. Nie zapominajmy, że nas obowiązuje inne prawo w pracy, ale często korzystniejsze, dotyczące np. dźwigania. Chciałabym objąć tu stanowisko neutralne, tym bardziej, że z niektórymi doktrynami zgadzam się, lecz zdecydowanie większość ich nie pozwala mi na utożsamianie się z tym ruchem. Mam wrażenie, że moje postrzeganie tego zjawiska różni się od większości kobiet. Kiedy rozmawiam ze znajomymi o feminizmie, wszystkie koleżanki jednoznacznie popierają ten ruch. Zawsze to ja wyłamuję się i nie zgadzam. Wszystko oczywiście odbywa się w kulturalny sposób :-) Zastanawia mnie tylko fakt, czy one na pewno wiedzą czego bronią? 

Według mnie na prawdę nie mamy źle i nie narzekajmy. Spójrzmy na inne kultury, religie, gdzie kobiety często traktowane są karygodnie. Nie chcę tutaj robić wywodu na temat przykładowego Islamu, jednak chyba doskonale zdajemy sobie sprawę, jak wygląda życie przeciętnej muzułmanki. 

zaduma eleny feminizmKiedy słyszę słowo "feminizm" od razu na myśl przychodzi mi do głowy postać Kazimiery Szczuki. Ostatnio oglądałam jej wypowiedź na temat książki "50 twarzy Greya". Zgodziła się tam, że kobiety jednak chcą być dominowane przez mężczyzn. W tym momencie się pogubiłam. Przecież to jest całkowicie sprzeczne z jej doktryną! 

Kiedyś natknęłam się na stronę, która była projektem dotyczącym relacji między kobietą a mężczyzną oczami feministki. Chodziło tu bowiem o ustalenie "granicy" kiedy dochodzi do gwałtu kobiety. Najciekawsze, a zarazem najbardziej paradoksalne dla mnie okazało się stwierdzenie, że jeżeli kobieta zgodzi się na współżycie, ale po zakończeniu stwierdzi, że jednak nie chciała, to to już jest gwałt...  Przykro mi to stwierdzić, ale kiedy natykam się na takie "pranie mózgu" w telewizji, internecie, prasie, to mam wrażenie, że chyba jestem z innej planety... biorąc pod uwagę liczbę ludzi, która najzwyczajniej daje się ogłupiać.

Mimo wszystko chciałabym poznać, jak inne kobiety rozumieją ten ruch. Czy całkowicie odpowiada wam jego przesłanie? Czy w ogóle rozumiecie doktryny głoszone przez te ideologię? Może niektóre z Was zmanipulowały media, "celebryci - pseudoautorytety"? Nie dajmy się zwariować i użyjmy swojego rozumu, znajdźmy godziwe argumenty za i przeciw, a dopiero wtedy wybierajmy, czy chcemy z tym się utożsamiać, czy nie. I na koniec najważniejsze. Oczywiście to, że ja nie uznaję feminizmu, nie oznacza, że nie potrafię uszanować tych, którzy na niego przystają. Oczekuję  zatem wzajemności. Ciekawi mnie też opinia ze strony panów, chociaż myślę, że większości feministyczne poglądy nie odpowiadają. A może się mylę?

Pigułki "dzień po"

ZaDuma Eleny pigułka po
Tabletka po stosunku tzw. pigułka "po" budzi spore kontrowersje, szczególnie po oświadczeniu, iż ma być sprzedawana wyłącznie na receptę. Antagonizm wobec niej jest spowodowany przede wszystkim wątpliwościami, czy aby na pewno jest to antykoncepcja. Niektórzy sądzą, że  to nic innego, jak środek wczesnoporonny. Pragnę zauważyć, że w Polsce to drugie jest nielegalne. Zwolennicy pigułki "po" podkreślają, że działa ona przed zapłodnieniem, a zażyta zbyt późno - wręcz przeciwnie - może ciążę podtrzymać. Uspokajają, że nie ma to nic wspólnego z aborcją i zjawiskiem poronienia. Jak to bywa z antykoncepcją, również i ta nie daje nam 100% skuteczności (60-90%). Zażycie takiej pigułki może spowodować skutki uboczne. Poza tym środków "majstrujących" przy hormonach nigdy nie wolno lekceważyć.  


Dokładny opis, działanie, skutki uboczne takiego specyfiku można znaleźć na stronach producentów i innych poświęconych tej tematyce. Moim zamiarem jest przyjrzenie się samej sprawie sporu pomiędzy zwolennikami tabletek a ich przeciwnikami. 

Do tej pory aptekarzowi przysługiwało prawo do odmowy sprzedania leków osobom, które według jego mniemania mogłyby sobie zaszkodzić, (np. kupujący nie ukończył 13 lat). Jednak czy to farmaceuta powinien oceniać klientów i odpowiadać za sprzedawane leki? Z jednej strony po coś te recepty są, mimo to są osoby, które potrafią je podrobić, sfałszować. A co z lekami bez recepty? Chyba mimo wszystko prawo farmaceuty do odmowy sprzedania danego leku jest uzasadnione.



ZaDuma Eleny pigułka po
Zwolennicy stosowania pigułek "po" argumentują swoje poglądy m. in. tym, że nie ma tutaj mowy o przerywaniu ciąży, ponieważ do zapłodnienia nie doszło. Wprowadzenie tego produktu będzie skutkowało koniecznością wizyty u lekarza i kosztami z nią związanych. Sama tabletka do najtańszych nie należy. Według nich kobiety będą skazane na niechcianą ciążę, a co za tym idzie, będą sięgały częściej do nielegalnych źródeł - rozwój czarnego rynku. Broniący powołują się także na dostępność innych leków, które można kupić w pierwszym lepszym sklepie (ibuprofen, paracetamol), które również w nadmiarze spożycia mogą zaszkodzić zdrowiu i życiu. Do głosu dochodzą też obrończynie praw kobiet, głoszące hasło: "wolności". Jednak nie chodzi tu tylko o same kobiety, ale też nastolatki, niestety coraz częściej też dzieci, które są główną przyczyną owego sporu. Promowanie golizny, gorszących treści ma na pewno ogromny wpływ na zainteresowania dzieci i młodzieży. W filmach i teledyskach muzycznych aż kipi od aluzji seksualnych. Zjawisko hiperseksualności kultury w niepokojący sposób wdziera  się w życie codzienne młodych ludzi. Myślę, że dzieci na siłę są wpychane w dorosłe życie i coraz częściej wymaga się od nich po prostu zbyt wiele. Więcej o tym znajdziesz w tym poście: http://zadumaeleny.blogspot.com/2017/04/udzia-dzieci-w-programach-tv-show.html



ZaDuma Eleny tabletka poPrzeciwnicy sugerują, że poprzez wydawanie tychże tabletek na receptę, będzie możliwa lepsza kontrola nad ich sprzedażą, a co za tym idzie - stosowaniem. Niektórzy z nich proponują mniej szkodliwe formy antykoncepcji, inni kategorycznie sprzeciwiają się każdej jej formie (tabletki, plastry itp.) Tego ostatniego pobudki są różne: religia, czy strach przed skutkami ubocznymi. Według samego Ministra Zdrowia Konstantego Radziwiłła nastolatki używają takich specyfików nawet kilka razy w miesiącu. Gdyby ta informacja okazała się prawdziwą, cała ta gorączka z receptami byłaby uzasadniona. 

Z jednej strony kobiety protestują, bo chcą mieć wolność wyboru. Druga strona chce pomóc w zwalczeniu nadmiernego spożywania szkodliwych leków antykoncepcyjnych. Rozumiem, swoich praw należy bronić, ale czy każdy jest na tyle odpowiedzialny, by mógł sam decydować o wyborze antykoncepcji? Czytając komentarze na różnych stronach odnośnie tej sprawy bardzo w to powątpiewam. Może skoro klasyczne tabletki antykoncepcyjne są od dawna na receptę, to czemu i z tymi miałoby być inaczej? Może tak będzie lepiej dla dobra nie tylko nas samych, ale tych wkraczających w dorosłe życie młodych ludzi? 

A może istnieje lepsze wyjście z całej tej sytuacji?




Likwidacja gimnazjum: TAK czy NIE

Osobiście chodziłam do gimnazjum, ale kiedy uczęszczałam jeszcze do szkoły podstawowej, pamiętam roczniki z klasy VII i VIII. Nie mogę jednak powołać się na swoje doświadczenie, ponieważ byłam wtedy dzieckiem i nie interesowały mnie tematy edukacji. Wprowadzenie gimnazjum pamiętam jak przez mgłę. Teraz zmieniła się władza, a wraz z nią reforma systemu edukacji. Oczywiście nie obyło się bez sprzeczek między zwolennikami gimnazjum a ich przeciwnikami. Ale czy ktokolwiek zdaje sobie z tego sprawę, że nie ma takiej osoby, która mogłaby się wypowiedzieć, jak tak naprawdę jest lepiej? Albo chodziliśmy do gimnazjum, albo nie i nie mamy żadnego porównania. 

Postanowiłam przyjrzeć się tej sytuacji i przeanalizować argumenty obu stron. Kiedy pierwszy raz usłyszałam o likwidacji gimnazjum pomyślałam: "A już nie mają ważniejszych spraw, tylko głupotami się zajmują. Przecież było dobrze. Czy oni wszystko muszą robić na przekór PO?" Nie chciałam jednak krytykować czegokolwiek, jeśli nie znałam szczegółów. Na początek chcąc utwierdzić się w swoim przekonaniu, poczytałam różne gazety, które zgodnie piętnowały pomysł PiS-u. Argumenty były do przewidzenia. Na pierwszym miejscu nauczyciele, a mianowicie ich strach przed utratą pracy. (Swoją drogą zawsze zastanawiał mnie fakt, dlaczego za każdym razem, kiedy jest mowa o jakiejkolwiek zmianie w edukacji, na pierwszym miejscu jest dobro nauczycieli a nie uczniów. Dlaczego protesty dotyczą tylko nauczycieli i ich interesu? Może fakt zarabiają dosyć mało, ale dlaczego nikt nie wspomniał o błędach w samej reformie, które szkodzą samym uczniom?). Minister Anna Zalewska jest odmiennego zdania twierdząc, że zmiana ta uchroni nauczycieli przed zwolnieniami, a dodatkowo zapobiec likwidacji mniejszych szkół. Moim zdaniem z tego pomysłu skorzystają tylko nauczyciele, którzy już pracują, dzięki czemu będą mogli zyskać więcej godzin i pracować na pełen etat. Wątpię, aby dzięki temu nauczyciele w cudowny sposób znajdowali pracę w swoim zawodzie. 

Kto sieje strach? Myślę, że sami nauczyciele, którzy boją się o swoje stanowiska. Z drugiej strony cała ta reforma jest "pisana na kolanie" w pośpiechu, niedopracowana, dlatego większość z nas martwi raczej związany z tym chaos i niepewność - jak to wszystko będzie funkcjonowało. Poza tym najbardziej ucierpią pierwsze roczniki VII i VIII klasy, niczym króliki doświadczalne.

Akurat mnie samą najbardziej interesuje, co mają do powiedzenia główni zainteresowani, czyli uczniowie. Dlaczego nikt nie zapyta ich o zdanie? 

Kiedy rozmawiam z ludźmi na ten temat odpowiedzi mnie szokują. Nikt nie ma konkretnych argumentów, a wybór strony zależy tylko i wyłącznie od upodobań partyjnych. Co to znaczy? To znaczy, że jeżeli utożsamiasz się z partią PO, to siłą rzeczy jesteś za pozostawieniem gimnazjów i odwrotnie. Jednocześnie chcę sprostować, że nie wszyscy tak sądzą, lecz jednak rażąca większość potwierdza moją tezę. Swego czasu trafiłam na filmik nagrywany na żywo podczas przyjazdu Donalda Tuska na przesłuchanie. Wówczas odbywał się również protest KOD-u. Najciekawsza była jednak miejscówka owej manifestacji - przed gimnazjum. Żeby było bardziej groteskowo, akurat odbywały się egzaminy. O czym świadczy ta cała sytuacja? Przecież to między innymi KOD broni likwidacji gimnazjum, a tutaj zakłócają ważny jego etap - egzaminy. Warto zadać sobie pytanie, czy aby na pewno te wszystkie partie chcą dobrze dla nas, a może tu chodzi tylko o ich własne potrzeby...



Więcej na temat przynależności do partii politycznych napisałam tutaj:




Udział dzieci w programach TV SHOW

"Mali Giganci"? "MasterChef Junior"? "Mam Talent"? 
ZaDuma Eleny dzieci w TV
To tylko niektóre konkursy telewizyjne, w których nasze pociechy mają szansę przedstawić swoje talenty, pasje, zdolności. Wszyscy z zachwytem mówimy: "Ale słodziak!", "Jaki kochany chłopczyk!", "Ślicznie śpiewa ta dziewczynka". Mi też to się podoba, lecz do czasu. Zastanawia mnie pewien moment, a mianowicie, w którym takie dziecko odpada z dalszego udziału. Owszem, każde jest inne. Jedno zrozumie, ładnie ukłoni się i wyjdzie, ale częściej bywa tak, że samo do końca nie wie co się dzieje. Zalane łzami i roztrzęsione zostaje odprowadzone przez prowadzącego program za kulisy. Serce mi się kraja, kiedy widzę, jak takie dziecko jest wystawiane na stres. Ładnie śpiewa? Tańczy? Czy od razu powinniśmy biec na castingi i fundować mu takie "atrakcje"? Może jednak nie powinniśmy czekać i ćwiczyć to z maluchami od jak najmłodszych lat? Może istnieją jakieś inne sposoby? Przecież istnieją specjalne instytucje?


Zazwyczaj nie mam czasu na oglądanie TV, a już na pewno na TV Show typu "MasterChef". Jednak wczoraj w wyniku własnej słabości włączyłam i przekonałam się, że znowu miałam rację. Sama pasjonuję się kulinariami i uwielbiam gotować, ale mam wątpliwości, czy powinny to robić dzieci.
Czworo dzieci przystępuje do walki o finał w programie. W kolejnym z etapów mają za zadanie zrobić idealny sos holenderski. To trudna czynność nawet dla dorosłego człowieka, ponieważ wymaga siły w rękach i precyzji. Jednak dzieci podejmują wyzwanie. Jeden z chłopców nie radzi sobie z tym i warzy sos. Wpada w panikę i mimo pocieszeń ze strony współrywalizujących dziewczynek poddaje się i płacze. Dziewczynkom finalnie też nie udaje się zrobić tego sosu, jednak zniosły to dużo lepiej. Jaki z tego płynie wniosek? Może odpowiedzmy sobie na to pytanie sami.

Nurtuje mnie jeszcze jedno pytanie odnośnie akurat tego programu. To są ostre noże, gorące piekarniki, elektryczne miksery, blendery itp. plus pośpiech! Czy aby na pewno to wszystko dla 10-letniego dziecka jest bezpieczne? A może jestem przewrażliwiona na tym punkcie? 

Rywalizacja. To chyba idealne słowo, aby określić, za czym podąża ten świat. Kto ma lepsze buty, samochód, dom? Żyjemy w ciągłym pośpiechu i to nie tylko w życiu prywatnym, zawodowym, ale i wirtualnym. Rankingi, tabele i inne pobudzające nas do rywalizacji czynniki nie ułatwiają nam tego. Po co właściwie zgadzamy się na to, aby ten wyścig szczurów brał udział i w naszym życiu? Chcemy być najlepsi często wiedząc, że nie będziemy. Uciekamy się wtedy do mniej konwencjonalnych sposobów. Zaczynamy oszukiwać, kraść i oczerniać innych, dążyć po trupach do celu, byle być "top", "naj", itp. Czy posyłając nasze dziecko na takie castingi nie skazujemy go na uczestnictwo w tej gonitwie? Jeżeli nawet nie, to bardzo mu to ułatwiamy...

mam talent masterchef junior mali giganci ZaDuma ElenyCzęsto dzieci występują też w programie "Mam Talent". Właśnie ten konkurs po raz pierwszy wpłynął na moje postrzeganie tego tematu. I chociaż nie przepadam za osobą Małgorzaty Foremniak, chyba pierwszy raz się z nią zgodzę. To właśnie ona zwróciła uwagę na to, że dzieci nie powinny brać udziału w takich programach. Kiedy dorosną, przygotują się na to psychicznie i same podejmą decyzję wystąpienia publicznego na wizji. A kiedy wyjdzie na scenę dziecko w wieku lat 3 i słodko zaśpiewa "sto lat" nie wiedzą, co robić, bo zdają sobie sprawę, że sprawią mu przykrość. Może warto zastanowić się nad tymi słowami i rozważyć to jeszcze raz samemu w głowie. Może to wcale nie dziecko chce występować tylko Ty drogi rodzicu chcesz spełnić swoje marzenia? Często bywa tak, że to my chcemy przelać na nasze dziecko swoje zachcianki i pragnienia, a ono nie bardzo ma na to wpływ. Może warto poobserwować nasze pociechy z boku i zauważymy, co je interesuje, jakie ma zdolności, a następnie pomagać mu je kształcić i udoskonalać. Ja trzymam się zdania, że nikt tak na prawdę nie wie, co komu siedzi w głowie, nawet rodzic nie może być pewien, że zna swoje dziecko "na wylot".

Swoją drogą ciekawią mnie opinie osób patrzących na to z boku. Może jednak dałam zaślepić się mediom i nie zauważyłam, że to wszystko jest tylko komercyjnym przedstawieniem? 

Karmienie piersią w miejscach publicznych

ZaDuma Eleny blog fb

Zawsze żyłam w przekonaniu, że karmienie piersią w miejscach publicznych jest czymś zupełnie normalnym. Przecież można zrobić to w sposób zupełnie dyskretny. Jednak kiedy trafiłam na  artykuł, w którym opisano sytuację, kiedy to kobieta została poproszona o zaprzestanie karmienia dziecka przy stoliku, dostrzegłam, że nie jest to oczywiste. Burzę dodatkowo wywołał kelner, proponujący nakarmienie dziecka w toalecie.


Postanowiłam poczytać komentarze i co się okazało? Jest sporo ludzi, którym ta czynność wykonywana publicznie bardzo przeszkadza (i nie pomaga tu zasłanianie chustą, bo nie życzą sobie i tyle). W samym kręgu matek wypowiadających się w tej sprawie znalazły się osoby, które również to potępiły. Według nich problem stanowią... same matki karmiące. Dlaczego? Spotkałam się już z wieloma przypadkami, kiedy to kobieta zaczęła karmić dziecko w miejscu publicznym i pomimo zaproponowania jej innego dyskretnego miejsca, odmówiła. Dodatkowo oburzona stwierdziła, że poczuła się dyskryminowana. Jednak niektóre z nich bronią się mówiąc, że są sytuacje, kiedy to nie ma oddzielnego pomieszczenia, np. sklep. Co wtedy robić? Logiczne jest, iż kiedy matka ma do wyboru opinię innych a dziecko, wybierze dziecko. Kiedy malec akceptuje butelkę, problem sam się rozwiązuje.

Spójrzmy na to z boku i zastanówmy się, jak nasze otoczenie zmieniło się na przestrzeni kilku lat. Telewizja, reklamy, gazety, tabloidy - to wszystko aż kipi zgorszeniem. Może zanim zwrócimy uwagę takiej matce, zastanówmy się, czy miała inne wyjście? Czy była w ogóle możliwość zrobienia tego w bardziej dyskretnym miejscu? Może dzięki temu unikniemy konfliktu i zaoszczędzimy sobie nerwów, a przy okazji samej matce. Matko - jeżeli jest możliwość, nie prowokuj niepotrzebnie innych - przejdź do innego pomieszczenia. Bo przecież tutaj chodzi tylko i wyłącznie o dobro nas wszystkich, a co za tym idzie - twojego dziecka.

Ciekawi mnie wasza opinia. Kto ma rację? Proszę, podziel się nią w komentarzu.

Jesteś z Pis-u czy PO?

Ile razy słyszysz to pytanie? Potrafisz na nie odpowiedzieć? Po co je zadajemy? Dlaczego w ogóle utożsamiamy się z partiami politycznymi? Tyle tych pytań... Popatrzmy na to z boku i przeanalizujmy różne sytuacje związane ze zbyt emocjonalnym podejściem do przekonań politycznych. Dlaczego tak się z nimi utożsamiamy? Ponieważ chcemy, aby to nasze postulowane wartości były priorytetem w prawie państwa. Podświadomość sugeruje nam, że to właśnie w ten sposób będzie łatwiej żyć Tobie - według własnych potrzeb i zasad. Ale czy pomyślałeś o innych? Czy aby na pewno każdy oczekuje od życia tego co Ty? Właśnie nie i dlatego rodzi się spór, bo wszyscy chcą "jak chcą", nie patrząc na innych. Tak zawsze myślałam, jednak nie wszyscy kierują się tymi aspektami.

PiS PO Blog przemyślenia zaduma Elena

Utożsamiając się z daną partią polityczną, od razu jesteśmy kategoryzowani na PO-wców i PiS-owców. Rozpoczynając jakąkolwiek rozmowę z osobą z przeciwnego kręgu, od razu zaczynamy bitwę, kto komu bardziej ubliży. Wystarczy włączyć pierwsze lepsze nagranie z manifestacji przykładowego KOD-u i zaobserwować, jak wygląda starcie z ich przeciwnikami i odwrotnie. Jednak jedna rzecz jest dla mnie zadziwiająca, a mianowicie w ramach jakich racji ludzie są tak oddani swojej partii? Niewątpliwie w każdej z nich chodzi głównie o ich "główne twarze" - Donalda Tuska i Jarosławia Kaczyńskiego. I tu jest ten punkt, w którym przewracam się i nie mogę wstać - z wrażenia. Większości wcale nie chodzi o wartości, czy przekonania, lecz o to, czy lubi danego lidera partii, czy też nie! Zastanawiam się nad tym, dlaczego jedni darzą sympatią jednego, a drudzy drugiego. Może właśnie dlatego, że już od dawna głosuje się przeciwko komuś a nie na kogoś. Aby to udowodnić, podzielę się swoją analizą. Jednocześnie chciałabym sobie zastrzec, iż są to odpowiedzi przypadkowych osób, nie moje. Pytanie brzmi: 
Co lubisz i czego nie lubisz w 1. Donaldzie Tusku, 2. Jarosławie Kaczyńskim?

Donald Tusk jest lubiany za: wysokie stanowisko w UE, budowę autostrad i stadionów, jest wrogiem Kaczyńskiego i właściwie ciężko znaleźć cokolwiek innego. A za co jest nielubiany? Lista jest długa: kłamstwa, liczne afery, zamknięcie stoczni, wilcze oczy :-), zachęcanie do brania kredytów, zdrada interesu państwa, dbanie tylko o swoje interesy i wiele, wiele więcej. 

Jarosław Kaczyński jest lubiany za: stanowczość, odwaga, sprawiedliwość, program 500+ - ogólnie też niewiele pozytywów. Natomiast od wad (podobnie jak wyżej) aż się roi: niezrównoważony psychicznie, konfliktowy, wygląd, roztrząsanie sprawy katastrofy smoleńskiej, sympatia Ojca Rydzyka, sposób wypowiadania się, brak żony itd. 

Podsumowując Donalda Tuska najwięcej odpowiedzi negatywnych usłyszałam, iż jest kłamcą i złodziejem, natomiast Jarosław Kaczyński nie jest lubiany szczególnie za wygląd i ciągłe wracanie do katastrofy smoleńskiej. Do mnie te argumenty w ogóle nie trafiają, bo Tuskowi nic nie udowodniono, a twierdzenie, że nie lubi się Kaczyńskiego za wygląd jest absurdalne. Może warto zadać sobie pytanie co bardziej mną kieruje: program lidera partii, czy jego sama osoba? I tutaj przydadzą się słowa mojej babci: "Dziecko, nie nam jest dane oceniać innych, kiedy ich nawet nie znamy".

Zaduma Eleny PiS PO

Wiem, że nie jestem sama i jest liczna grupa ludzi, którzy tak jak ja, przyglądają się tej "szopce" od dawna. Czekamy z niecierpliwością, kiedy zakończy się ten bezsensowny spór polityczny, który na nasze nieszczęście podsycają komercyjne media. Ale to już jest temat na inny raz. Może dzięki temu blogowi otworzą się komuś oczy i zrozumie, że tu wcale nie chodzi o nasze dobro. Zapytasz: "To o co chodzi?" Ja odpowiem: "Jak nie wiesz o co chodzi, to chodzi o pieniądze". 

Chciałabym poruszyć jeszcze temat rozmowy, bo wydaje mi się, że chyba już zapomnieliśmy, jak to się robi. Weźmy na warsztat oczywiście konwersację dwóch osób ze skrajnie różnymi poglądami politycznymi. Niestety dla nas Polaków ten temat jest najbardziej drażliwy. Czasami mam wrażenie, że ktoś, kto broni danego polityka skoczyłby za nim w ogień... pytanie, czy i vice versa? Jak wygląda wymiana zdań? Od wyzwisk, kto wygra konkurs w pyskowaniu:

Przykładowe wyzwiska w stronę osoby lubiącej PiS:
- Idź dawać na tacę Rydzykowi a nie tu przychodzisz!
- Ten wasz Kaczor to nic nie ma, dzieci nie ma, baby nie ma, tylko kota, a nawet chłopa nie ma!

A teraz druga osoba wyzywająca PO i KOD:
- Odsunięto Cię od koryta i dlatego tak kwiczysz!
- Byliście już u władzy i rozkradliście nasz kraj wzdłuż i wszerz!

Mogłabym podać więcej przykładów, lecz nie to jest moim zamiarem. Chciałabym pokazać, jak bardzo jesteśmy zaślepieni politycznymi sprawami. Dlaczego, kiedy zasiadamy do rodzinnego stołu słyszymy coraz częściej: "tylko nie rozmawiajmy o polityce". Nie potrafimy rozmawiać - to po pierwsze, ale druga puenta brzmi: nie potrafimy zrozumieć, że każdy ma prawo do własnych przekonań i należy to uszanować. Można wymienić się spostrzeżeniami i doświadczeniem, lecz nigdy nie wolno nam czegoś komuś nakazywać, bo i tak w ten sposób bardzo brutalny, nie osiągniemy zupełnie nic, co najwyżej kolejnego wroga.

Ciekawa jestem co Wy o tym sądzicie? Może macie inne spostrzeżenia? Czekam z niecierpliwością na komentarze i uzupełnienie ankiety! :-)




  

Ja... żałuję

zaduma eleny blog


Zawsze powtarzano mi, żeby mówić o sobie jak najmniej i nie skupiać się na sobie, lecz kimś, rzadko się odzywać, tylko słuchać - najlepiej milczeć. Jednak zastanawiam się, co wpłynęło tak gwałtownie na to, aby ujawnić to, co mam tylko dla siebie - swoje myśli, założenia, przekonania. Pragnę Wam przekazać to, co tli mi się w głowie. Czuję, że to już dawno powinno ujrzeć światło dzienne, lecz boi się. Bo zawsze się bałam. Nieśmiałość i skromność to cechy, które prześladowały mnie przez całe życie. Nie lubię ich... chociaż nie wiem dlaczego... Przecież przez wielu postrzegane są jako wartość. Dziś przestanę milczeć i uchylę Wam rąbka swojej tajemnicy przez pryzmat swoich przekonań. Bo wydawało mi się to takie oczywiste, a jednak się myliłam...

A o czym chcę pisać? O muzyce, sporcie, polityce, literaturze, domu, rodzinie, dorosłych, dzieciach, zwierzętach, szkole, pracy, przyrodzie... o ŻYCIU, a raczej o tym, w jaki sposób nasze gusta, wierzenia i przekonania niszczą relacje międzyludzkie. Wydawało mi się, że przez ostatnie lata nasuwa mi się do głowy tylko jedno pytanie: Dlaczego zaczęliśmy się wszyscy tak kłócić? Ale zaraz za tym pytaniem pojawiają się następne: Kto do tego doprowadził i jaki ma w tym cel? Dlaczego w naszym życiu wartości przestają mieć znaczenie? Kto jest wilkiem, a kto owcą? I następne, i następne.

Usiądź chwilę, weź sobie kawę do ręki i poczytaj o tym, pomyśl o tym, pomów o tym lub milcz, jak ja to robiłam i żałuję... 


Zamach w Manchesterze

Pod koniec koncertu Ariany Grande w Manchesterze doszło do samobójczej eksplozji, w której zginęło 19 osób, a 59 zostało rannych. Wśród o...

Którego z polityków uważasz za gorszego?